Niektórzy mówią, że nasze wiosenne zamknięcie w kwarantannie to był czas pustyni, wyciszenia, zwolnienia tempa… Ale czy ja umiem żyć na pustyni? Umiem, ale najpierw musiałam przejść odwyk…
W pierwszych tygodniach izolacji, jak chyba większość z nas, doświadczałam pomieszania z poplątaniem. Pędzące na co dzień życie (nawet to moje spowolnione kilka miesięcy wcześniej przez chorobę) nagle jakby zamarzło, ale myśli zamarznąć nie chciały… i pędziły dalej pod czaszką, niczym nieskrępowane. Pędziły, ale nie natrafiając na żadną aktywność, którą mogłyby się nakarmić, nie znajdując paliwa zaczęły zwalniać… słaaabnąć…
Od dawna chciałam podjąć ryzyko wyciszenia. Bardzo! Wtedy (siłą rzeczy) nadeszła okazja. Najpierw nie byłam w stanie zatrzymać wewnętrznego bałaganu i odnaleźć spokoju. Myśli jednak z czasem zaczęły cichnąć, w końcu Bóg złapał mnie za głowę i skierował ją na moje serce, pokazując mi jego stan. Jestem Mu za to bardzo wdzięczna. Zobaczyłam stopień jego „zawarstwienia”. Warstwy, które zaległy na moim sercu, zapchały linię przesyłową służącą do komunikacji z Bogiem Ojcem i ze mną samą. Jak plasterki salami, kawałek po kawałku posklejały się i zbiły w ciężką masę.
Czas ogólnoświatowej kwarantanny okazał się czasem czyszczenia mojej wewnętrznej instalacji. Między innymi w sferze relacji z ludźmi i koniecznego bycia PO MOJEMU potrzebną, „odpowiedzialną za cały świat”. Dodatkowo, czasowa niepełnosprawność wyłączyła mnie fizycznie, nie pozwalała mi aktywnie „być” wszędzie, z każdym, zawsze… Przyjęłam więc inny, jedyny w tych okolicznościach sposób „bycia z…” i „bycia dla…” – bycie myślą i modlitwą. To co dobre pozostało i wzmocnione trwa.
Trwa także dalsze czyszczenie instalacji. Robi się drożna, znikają zalegające na sercu warstwy i złośliwe oprogramowanie. Można znów powoli ładować baterie z sieci Bożej Elektrowni.

„[…] jak pisał święty Paweł – „moc w słabości się doskonali”, a więc jeśli chcesz tej mocy doświadczyć, musisz najpierw zrobić dla niej miejsce, wyłączając swój biedaprąd. Uznając, że jedyne, co możesz zrobić, to nie konkurować z Bożą elektrownią, ale po prostu (tylko i aż) udostępnić jej swoją instalację przesyłową.” (Szymon Hołownia, „Święci pierwszego kontaktu”; rozdział: święty Pantalejmon)
